Ale zaczynamy. Idziemy na zamek. Falcia próbuje zainteresować młodociane historią zamku.
Muzealne stroje zaciekawiły panienki. Ale sam zamek - jest dla chłopaków!!! Najbardziej znudzone były ciotka i babcia,które musiały towarzyszyć młodym w edukacji, ale miały gdzieś zabytki. I popędzały wycieczkę, by już skończyć przykry obowiązek zwiedzania.
Potem panny pojechały z obstawą na Jasną Górę. Bez Falci, która już wytrwale pracowała ku chwale Instytucji Kultury. Niestety, nikt nie powiedział Sandrze i Dominice gdzie są. Nie dowiedziały się, jaką rolę odegrało to miejsce w historii, że było skarbcem polskości, dumy narodowej, samoświadomości i tożsamości. Ot, kościół duży i klasztor. Dziewczynki bawiły się w parku, obok Alei NMP, potem obeszły obiekt sakralny, dały pieniążek na ofiarę i wróciły do domu. Najlepiej pamiętają drogę pociągiem i kebaba na dworcu.

Wreszcie Auschwitz! Grupa operacyjna ruszyła wczesnym rankiem, by spokojnie, bez pośpiechu oglądać miejsca kaźni. Małych nie przygotowano. Powiedziano im, że zobaczą smutne miejsce, gdzie nie wolno się śmiać. Nie śmiały się śmiać! Pospacerowały wśród "starych, czerwonych domów", zobaczyły mnóstwo "niemodnych ubrań i zepsutych walizek". Nie podobało im się. Dziwne miasteczko. Nie podobało się nikomu. Dziewczynki na pamiątkę kupiły sobie widokówki "Pozdrowienia z Oświęcimia", choć samego miasta nie zwiedzały. Wróciły do domu z deklaracją, że tam było głupio.
Za to na Pogorii raj - dziewczynki pluskały się w najlepsze. Siedziały tam godzinami. Zabawa przednia. Nawet podrywały tubylców. Wykupiono im po 15 minut na dmuchanym zamku - do skakania.
Zapału starczyło im na 3 minuty. Potem błąkały się po zamczysku, byle do końca tej mordęgi skaczącej. Ale samo pływanie - bomba. Miały dość zamku, pałacu, Auschwitz i Jasnej Góry. Wolą sklepy i plażę. I tu kończy się opowieść. A teraz wątpliwości. Byłam ciut zawiedziona, bo wiele obiecywałam sobie po ich wizycie. Chciałam te panienki trochę obudzić. Wstyd, że w tym wieku nie mają pojęcia o historii, kulturze. Powinny coś łapać. A one nic. Dodatkowo są dość krnąbrne i wymagające. Wystarczy, ze 9-latka coś chce i zapłacze a dostaje. Ze mną nie szło jej tak łatwo. Odmówiłam jakiejś głupoty. Pobeczała i przestała. Ale krewni uznali, że jestem zbyt surowa, co wszystkich zaskoczyło. A to jeszcze dzieci. Ja rozumiem, ale gdzie wychowanie? Gdzie edukowanie, wspieranie rozwoju? Krewni zdecydowali, że nie mam dzieci, więc żyję jakimiś ideami. Jak zostanę mamą, nie będę tracić czasu na rozmowy o wartościach, bo roboty przy dzieciach dużo. Trzeba nakarmić, oprać, posprzątać. Na rozmowy mają czas bogate mamusie, które wynajmują sztab służących i guwernantkę. Więc zwykła mama nie może wychować mądrego dziecka, które jest ciekawe świata, łaknie wiedzy? Przecież to naturalne cechy dzieci. Wystarczy tego nie zagłuszyć. Ale oczywiście moje zdanie się nie liczy, bo nie urodziłam żadnego przedstawiciela homo sapiens (innych gatunków też nie). W pewnym sensie się zgadzam. Nie powinnam pouczać rodziców - i nigdy tego nie robię. Ale przecież widzi się mądre, fajne dzieciaki, wychowywane przez bystrych rodziców. Niestety, większość mam potwierdza: po urodzeniu dziecka idee idą w kąt. A ja się nie zgadzam. I co? I nic. Rośnie sobie kolejne pokolenie MTV.
W zasadzie żaden kłopot: nie moje dzieci, nie moje problemy. Ale... Skoro raz na jakiś czas jestem przyszywaną ciocią do opieki, chciałabym widzieć efekty moich działań. Widzę. Dopóki nie biorą małych na wycieczkę krajoznawczą do obozu koncentracyjnego.



nie wszytskie mamy tkie są są tez dzieci ktore wychowane są lepiej a mają własnie owe 9 lat...
OdpowiedzUsuń